Niby nikt a jednak krzywdzi
Poznali się dwa dni temu. Pisali ze sobą prawie non stop. Zdążyła mu
się już z kilku rzeczy zwierzyć. I znów dostała w tyłek. Klasycznie...
Za bardzo zaufała obcemu człowiekowi. Wydawało jej się, że jest inny, że
jest lepszy, dojrzalszy... Niestety znów tak nie było. Sama nie
wiedziała czy jest bardziej smutna czy rozczarowana. Chciała się
wyluzować i spróbować porozmawiać normalnie. Widać nie było jej dane
spotkać kogoś, kto mógł stać się jej przyjacielem. Życie bywało okrutne i
gorycz rozczarowania paliła ją w sercu. Takie dni kompletnie zamykały
ją na zewnętrzny świat. Wolała cierpieć w ciszy, skulona na kanapie.
Jedynym jej ukojeniem była butelka wina i kartka papieru, na której
spisywała uczucia. Ostatnio za często piła. Najpierw dla samej
przyjemności sączenia zimnego alkoholu, potem dla uspokojenia nerwów.
Teraz piła żeby ukoić smutek. Było jej obojętne ile alkoholu w siebie
wleje. Wstała i lekkim ruchem wyciągnęła papierosa z kieszeni szortów.
Wyszła na ciemny balkon w zimną, styczniową noc. W jednej ręce trzymała
kieliszek a w drugiej papierosa, którym głęboko się zaciągnęła.
Cholernie brakowało jej towarzystwa ale skutecznie zajęte ręce pozwalały
oczyścić myśli. Myślała o tych, których straciła. Z lekką nutką żalu
wspominała "przyjaciół", którzy odwrócili się od niej, kiedy zaczęła
mieć problemy. Rozumiała to wszystko doskonale. Była typem samotnika.
Nie chciała płakać innym w rękaw. Tylko czadem potrzebowała wsparcia.
Szukała go w ludziach ale kolejny raz przekonała się, że najwięcej
wsparcia i ukojenia znajduje w alkoholu i papierosach. Trudno jej było
przyznać, że tak musi być. Każdy potrzebował choć jednej bliższej osoby.
Cieszyła się na myśl, że mimo kolejnej porażki nie obudzi się rano
sama.