Życie to nie bajka
Była lipcowa noc. Siedziała na balkonie racząc się przyjemnie
orzeźwiającym nocnym powietrzem. Po upalnym dniu była to dość miła
odmiana. Jak zawsze rozkoszowała się samotnością i rozmyślała. Chłodny
drink sączony z butelki i dymiący papieros całkowicie zastępowały jej
towarzystwo. Palenie od zawsze było przyjemnym substytutem, który
zaspokajał jej potrzebę bliskości. Nie do konca rozumiała tą zależność
ale papierosy pozwalały jej utrzymać twardy charakter i niezależność.
Alkohol przyjemnie chłodził i pozwalał zapomnieć o problemach. Lekki
wietrzyk pieścił jej rozgrzaną skórę i wyostrzał zmysły. Weekendowa noc
jak zawsze była niespokojna i tętniła życiem. W tej chwili nie chciała
skupiać się na smutkach. Była odprężona i lekko odurzona alkoholem.
Siedziała spowita w papierosowy dym i oddawała się kontemplacji nocnego
życia jej miasta. Te dźwięki, zapachy i światła odrywały ją od ponurych
myśli o jutrze. Nie bała się. Była gotowa i zdeterminowana. Była
boleśnie świadoma. Ponury nastrój nie opuszczał jej od rana ale te
krótkie chwile w rozkoszy i ciemności dodawały jej sił. Nie chciała się
przejmować i wyrzucała z myśli wszystkie głupie scenariusze. Kłócili się
to oczywiste ale zawsze jakoś doszli do porozumienia. Każdy cichy dzień
kiedyś się kończył. Nie wiedziała co ją czeka tym razem. Musiała się
wygadać i wiedziała, że dobrze zrobiła. Nie mogła dusić w sobie
kolejnych pokładów żalu. To nie skończyłoby się dobrze. Teraz
pozostawało jej tylko doczekać do jutra. Zapaliła kolejnego papierosa,
zaciągnęła się głęboko i odetchnęła. Zatopiona we własnych myślach
siedziała kolejne kilka godzin na balkonie. Dopiero kiedy nocne życie
zaczęło cichnąć zdusiła ostatni niedopałek i poszła do domu.