Dobrze, że ludzie nie wiedzą o nas wszystkiego
Jej życie było dla większości ludzi tajemnicą. Pracowała, studiowała,
mieszkała w niewielkim mieszkaniu. Niby zwyczajna kobieta, z masą
przyziemnych trosk. Trochę było w tym prawdy. Często pędząc autem do
domu zastanawiała się co musi zrobić, co przygotuje na obiad. Miała
przeróżne problemy, jak każdy i nie lubiła się tym dzielić. Jej życie,
jej sprawa. I swoje sprawy osobiste traktowała podobnie. Sekretów
strzegła jeszcze bardziej zachłannie niż zwykłych przyziemnych spraw.
Nie lubiła wypytywania i opowiadania. Wolała zbyć kogoś jakąś błahostką
niż rozwodzić się nad tym kim jest i dlaczego. Prawdę (tak, fizyczną,
całą prawdę) znały tylko dwie osoby. Jej narzeczony i jej kolega,
któremu dość szybko zaufała, podobnie jak on jej. W stosunku do innych
osób była raczej powściągliwa i nie dzieliła się swoim sekretem. Było
kilka osób, które mogły się domyślać, ale nigdy nie usłyszały tego od
niej bezpośrednio. Reszta? Reszcie ludzi, z którymi przebywała nawet to
przez myśl nie przeszło. Stanowiła raczej uosobienie oazy spokoju i
pełni szczęścia.Fakt, tak było. Ale ile musiała przejść zawirowań
życiowych żeby dotrzeć do tego momentu? Kilka związków, dłuższych i
krótszych. Oficjalnych ledwie pięć, nieoficjalnie? Osiem. O tamtych nikt
nie wiedział, bo same tego związkami nie nazywały. O nie nie. Głośno
powiedziała to dopiero w zeszłym roku. Świadomość? Tak, to jedno, ale
przyznanie się głośno przed kimś to zupełnie co innego. I tak była
zaskoczona, że nikt wcześniej nie wpadł na tak proste rozwiązanie.
Szczególnie jej koledzy. Zawsze tak jak oni lubiła się obejrzeć i
popatrzeć. A to nadal nikogo nie dziwiło. Brali to za jakiś zwyczaj. Dla
facetów to było normalne ale u niej wyglądało raczej osobliwie.
Cieszyło ją to, że nawet tak śmiałe gesty nie zdradzały jej tajemnic.
Każdy przeszedł nad tym do porządku dziennego i było ok. Zżyła się z tym
swoim drugim obliczem. Choć miała stały, pewny związek, nie potrafiła
zupełnie wyzbyć się standardowych odruchów. Była zadowolona, że
potrafiła się przyznać swojemu facetowi i cieszyła się, że tak spokojnie
to przyjął. Mimo, że kilka lat nic nie mówiła. Nawet go to rozbawiło.
Niemniej zastanawiał ją fakt czy ludzie rzeczywiście są tak mało domyślni czy w obecnych czasach takie rzeczy już nikogo nie dziwią. Gdyby nie to wszystko to dziwiłyby ją takie zachowania innych kobiet. Ona nie zaskakiwała. Może przy pierwszym spotkaniu z nowym człowiekiem, a to też nie zawsze. Swoje zachowania i zaskoczenie innych zawsze kwitowała śmiechem i tekstem "Bo ja to już tak mam". I na tym kończyła się dyskusja. Czasem, gdzieś w głębi bała się tej chwili, kiedy ktoś się domyśli i powie wszystkim co jest grane. Bała się, ale wiedziała, że wtedy przynajmniej mogłaby oczyścić atmosferę wokół siebie. Teraz jednak była raczej odcięta, ograniczała kontakty z obcymi do niezbędnego minimum. Nawet jeśli ktoś znał prawdę to doskonale się maskował z tym faktem. Szczerze mówiąc nie do końca ją obchodziło co ludzie będą o tym myśleć. Taka po prostu była i nie umiała tego zmienić. Latami próbowała z tm walczyć. Od kiedy tylko zrozumiałą co jest grane to usiłowała to zmienić. Nie dało się. Źle się czuła zmuszając się do bycia sztuczną. Dopiero, kiedy zaczęła rzeczywiście żyć w zgodzie z samą sobą poczuła ulgę. Wielką ulgę, że jednak tak jest też dobrze. Nie przeszkadzało jej to i miała nadzieję, że innym też nie będzie przeszkadzać. Niemniej zachowała oficjalne stwierdzenia tylko dla siebie. Wolała zostawić sprawy w ten sposób niż każdemu później tłumaczyć, że to niekoniecznie oznacza to a nie coś innego. Była zadowolona, że zgodziła się z własną naturą. Zrozumiała swoje potrzeby i starała się żyć z nimi w zgodzie. Nie zawsze się dało, bo nie zawsze znajdywała ludzi, z którymi mogła się tym dzielić. Teraz też. Czuła się trochę samotna, ale wiedziała, że dzięki temu jest bezpieczna. Ta, której bliskości chciała, nie była dla niej. Czuła to i wiedziała. Nie próbowała się zbliżać. Wolała obserwować z daleka, mimo że czasem bolała ją taka sytuacja. "Może jeszcze będzie okazja" myślała w takich chwilach i odpuszczała. Wolała się nie zdradzić przed samym końcem studiów.
Niemniej zastanawiał ją fakt czy ludzie rzeczywiście są tak mało domyślni czy w obecnych czasach takie rzeczy już nikogo nie dziwią. Gdyby nie to wszystko to dziwiłyby ją takie zachowania innych kobiet. Ona nie zaskakiwała. Może przy pierwszym spotkaniu z nowym człowiekiem, a to też nie zawsze. Swoje zachowania i zaskoczenie innych zawsze kwitowała śmiechem i tekstem "Bo ja to już tak mam". I na tym kończyła się dyskusja. Czasem, gdzieś w głębi bała się tej chwili, kiedy ktoś się domyśli i powie wszystkim co jest grane. Bała się, ale wiedziała, że wtedy przynajmniej mogłaby oczyścić atmosferę wokół siebie. Teraz jednak była raczej odcięta, ograniczała kontakty z obcymi do niezbędnego minimum. Nawet jeśli ktoś znał prawdę to doskonale się maskował z tym faktem. Szczerze mówiąc nie do końca ją obchodziło co ludzie będą o tym myśleć. Taka po prostu była i nie umiała tego zmienić. Latami próbowała z tm walczyć. Od kiedy tylko zrozumiałą co jest grane to usiłowała to zmienić. Nie dało się. Źle się czuła zmuszając się do bycia sztuczną. Dopiero, kiedy zaczęła rzeczywiście żyć w zgodzie z samą sobą poczuła ulgę. Wielką ulgę, że jednak tak jest też dobrze. Nie przeszkadzało jej to i miała nadzieję, że innym też nie będzie przeszkadzać. Niemniej zachowała oficjalne stwierdzenia tylko dla siebie. Wolała zostawić sprawy w ten sposób niż każdemu później tłumaczyć, że to niekoniecznie oznacza to a nie coś innego. Była zadowolona, że zgodziła się z własną naturą. Zrozumiała swoje potrzeby i starała się żyć z nimi w zgodzie. Nie zawsze się dało, bo nie zawsze znajdywała ludzi, z którymi mogła się tym dzielić. Teraz też. Czuła się trochę samotna, ale wiedziała, że dzięki temu jest bezpieczna. Ta, której bliskości chciała, nie była dla niej. Czuła to i wiedziała. Nie próbowała się zbliżać. Wolała obserwować z daleka, mimo że czasem bolała ją taka sytuacja. "Może jeszcze będzie okazja" myślała w takich chwilach i odpuszczała. Wolała się nie zdradzić przed samym końcem studiów.