Burza i tęsknota

Hormony doprowadzały ją do szału. Raz kipiała energią, tańczyła, śpiewała, gnała na fitness, a znów za godzinę ledwo wstawała z łóżka. Zastanawiała się o co chodzi z tym jej nastrojem. "Ciąża?!" myślała, ale wiedziała, że to nie to. Coś było nie tak. Nie rozumiała tego jeszcze, ale gdzieś głęboko czuła jakieś niejasne przeczucia...
W grupie studenckiej była raczej indywidualistką. Nie żyła z nikim w nazbyt ciasnych więziach. Lubiła własne towarzystwo. Szanowała swoją przestrzeń prywatną. Rzadko zacieśniała jakiś bliższy kontakt. Szczególnie trudno było jej na tych studiach. Zrozumiała swój błąd już na pierwszym roku typowo damskich studiów licencjackich. Całe szczęście tam udało jej się znaleźć "partnerską" duszę i przetrwała te trzy lata. Niestety magisterka była drogą przez mękę. W swojej grupie była praktycznie nowa. Reszta osób znała się już wcześniej. Wiedziała, że nie znajdzie tego co miała wcześniej. W zasadzie nawet ją to z początku cieszyło. Miała ukochanego mężczyznę przy sobie i nie potrzebowała nic więcej. Żyła sobie w swojej bańce i czuła się pozornie bezpieczna. Do czasu...
Teraz wiedziała o co chodziło z tymi wahaniami nastrojów. Znów dopadła ją tęsknota za "byłymi" czasami. Kiedyś było tak łatwo. Zaprzyjaźniały się, razem wychodziły, imprezowały, sypiały w jednym łóżku. Nie wiedziała skąd znów ją to naszło. Wiadomo instynkt zawsze pozostaje, niemniej już ustaliła swoje preferencje. A teraz znów tak trudno było jej się opanować. Tęskniła za czułym dotykiem, ciepłem, delikatnością kobiecych dłoni. Kiedy widziała jak one się obejmują to serce jej pękało z żalu. Szanowała swoje terytorium i prywatność, a jednocześnie chciała, bardzo mocno pragnęła, aby ktoś wtargnął w ten jej zamknięty światek i jednym czułym dotykiem zburzył mur jakim się otaczała. Pragnęła znów zaznać tych słodkich, niewinnych spojrzeń i muśnięć dłoni. Bolał ją każdy taki gest, który widziała. Każde przypadkowe muśnięcie rozrywało jej serce. Starała się to ignorować, zapomnieć, zagłuszyć te tęsknoty, ale kompletnie nie umiała. Myślała, że obudowała te uczucia i pragnienia na tyle szczelnie, że wszystko się ułoży. Życie się ułożyło, ale czasem nadal brakowało jej tych słodkich chwil, które spędzała przy innych kobietach. On, jej partner, wszystko wiedział. Kiedyś, późną nocą, przyznała mu się do tego. Był łagodnie zaskoczony i rozbawiony całą sytuacją, ale zaakceptował jej inność. Kochał ją, a ona jego. Wiedział, że nie ma konkurencji. Tam nie chodziło o fizyczną miłość. Tam chodziło o tą słodką, niewinną czułość jaka przejawia się między dwiema zżytymi kobietami. Muśnięcie dłoni, buziak w policzek, objęcie, przytulenie. Za takimi gestami tęskniła. Nie rozumiała czasem własnych pragnień, ale wiedziała, że te są zakazane. O wszystkim wiedziały raptem dwie osoby prócz niej. Wiedziała, że nie ma sensu o wszystkim opowiadać, bo połowa i tak by nie zrozumiała.
Czasem się cieszyła, że ludzie nie znają jej tak dobrze. Przynajmniej mogła im się bezkarnie przyglądać nie będąc podejrzewaną. A nawet przyglądanie się potrafi sprawić, że cieplej robi się na sercu. Niestety... Boli nadal :(

Popularne posty z tego bloga

"Wdzięczność jest najpiękniejszą formą szczęścia: należy zarówno do jego przyczyn jak i skutków."

Ostatni raz...

"It's just 10% luck..."