Bo czasem są dni złe od "Z" do "Y"

Miała ochotę komuś zdrowo przypierdolić. Ale tak naprawdę solidnie. Nie potrafiła zidentyfikować czy jest bardziej zła czy zdołowana. Chciało jej się ryczeć a jednocześnie miała ochotę zabijać. Kipiała tłumioną złością od chwili kiedy dostała tego anonimowego maila. Próbowała udawać, że nic się nie stało, próbowała być sobą ale wiedziała, że nie potrafi udawać. Może 10 minut jej się udawało. Czuła do niego odrazę i niechęć. Nie potrafiła uwierzyć, że tak ją oszukał. Flirtował sobie z jakąś panną na fejsie i myślał, że jest okej. Nie był. Nie umiała się nawet przytulać mając świadomość tego co do niej pisał. Była sztywna i chłodna. Wyczuł ją ale wykpiła się zmęczeniem, pogodą, bólem głowy i okresem. Wykorzystała cały zapas wymówek żeby tylko uśpić jego czujność i dać sobie czas na ochłonięcie. Ale nie ochłonęła. Nawet w domu pod chłodnym prysznicem, krew wrzała jej w żyłach. A kiedy kolejny raz otwarła tą wiadomość i zaczęła czytać łzy nabiegły jej do oczu. W ataku szału skasowała to i opróżniła kosz. Dopiero po fakcie zorientowała się, że usunęła jedyny logiczny dowód tego wszystkiego. A przecież on się nie przyzna. Wyśmieje ją. Tak czuła. Coś musiało ich łączyć. Kiedy o tym myślała czuła obrzydzenie i wstręt. Nie chciała go widzieć. Miała dość tych nieczystych gierek. Nie będzie się mścić w podobnie wredny i zdradliwy sposób, bo i po co. To bez sensu. Wiedziała też, że się nie odezwie i nie powie co ją boli, bo nie miała na to ochoty. Jedyne co chciała to usiąść i w spokoju wypić napoczęte piwo. Pomału sączyła złocisty płyn i czuła jak alkohol rozkosznie rozgrzewa krew. Od dawna na czuła takiej rozkoszy z picia. Kusiło ją aby zapalić. Zakazany nałóg tak mocno ciągnął. Wyciągnęła z szuflady jedynego papierosa jaki został jej po dawnych czasach. Przeciągnęła go między palcami i wciągnęła jego kuszącą woń. Od dawna nie czuła w gardle gryzącego dymu zaciąganego papierosa. Jedynie mierną namiastką było to, że ktoś palił w pobliżu. Brakowało jej tego i wiedziała, że taka forma zemsty byłaby najwspanialsza. Ale nie mogła zapalić tego papierosa. Był wyjątkowy. Miał swoją unikalną historię, której nigdy nie obróci w pył. Schowała go z żalem do szuflady i padła na łóżko. Zmierzwiła psu sierść na boku i przytuliła się do niej. Była taka drobniutka i ciepła. Rozkoszne ciepło promieniowało z całego szczenięcego ciałka wraz z rytmicznym wznoszeniem się i opadaniem klatki piersiowej stworka. Kochała tego zwierza najbardziej na świecie. Jej mały diabełek był najbliższą na świecie istotą jakiej się zwierzała z każdego zmartwienia. Teraz też wyszeptała jej do ucha, że jest smutna. Pies jakby rozumiejąc jej nastrój liznął ją po policzku swoim cudownie gorącym jęzorkiem. Łzy, które czaiły się pod powiekami wreszcie popłynęły tonąc w szczenięcym włosku. Yori podniosła się i cichuśko pisnęła. Czuła, że dzieje się coś złego. Trącała ją nosem i lizała po twarzy. "Ćśśś wszystko dobrze" wyszeptała psiakowi do ucha i przytuliła ją mocno całując w ucho. "Śpij szkrabie kochany" wyszeptała kładąc psa na łóżku i drapiąc za uszami. Yori chwilę obserwowała z miłością i uwagą twarz ukochanej pani a kiedy zobaczyła uspokajający uśmiech, położyła się, westchnęła i zmrużyła oczy. Nie spała. Czuwała cały czas gotowa aby rzucić się do pocieszania. Taka już była ta mała istotka pełna uczuć. Kochała ją całym sercem. Miała ją od niespełna 5 miesięcy a czuła jakby to były całe lata. Ta mała istotka pozwalała jej oderwać się od własnych potrzeb i problemów. Była odskocznią od zła codziennego życia. Kiedy wracała wykończona z zajęć a w drzwiach witała ją roześmiana, rozmerdana mała Yori była najszczęśliwszą osobą na świecie. Nie potrzebowała nic więcej. Ten mały ciepły język i merdający ogon były najwspanialszą nagrodą. Trudy wychowania procentowały teraz w wiernej towarzyszce każdej chwili życia. Pies był dla niej całym światem i poza nim nie potrzebowała nic. A może już nic nie miała? Zastanawiała się nad tym leżąc w cieniu poduszek. Może straciła najbliższego człowieka i pozostał jej jedynie pies? „A gdyby nawet tak było? To co?” pomyślała. Przecież da sobie radę. Skończy studia, obroni magistra, poszuka pracy, może wyjedzie. Rozpocznie na nowo. „…you moved to west L.A or New York or Santa Fe…” zanuciła wraz z piosenką. “Może też wyjadę gdzieś tak daleko” pomyślała z przekąsem i impulsywnie sprawdziła stan konta. „Dawno nigdzie nie byłam” pomyślała i zastanowiła się co by chciała zobaczyć. Przyszedł jej do głowy Malbork lub Wieliczka. Była tam kiedyś z rodzicami ale niewiele pamięta. „Może?” Zastanowiła się głęboko. Przejrzała plan zajęć na uczelni i zamyśliła się kiedy mogłaby mieć rzekome wolne. Rozmarzyła się ale uświadomiła sobie, że to nie chęć oderwania się od obowiązków tylko ucieczka przed prawdą i bolesnym rozczarowaniem. Wiedziała, że włóczenie się po ulicach choć trochę pozwoli jej uśmierzyć ból w sercu. Nie czuła się dobrze i wiedziała, że to wina serca a nie alkoholu. Bolała ją świadomość, że jest gorsza dla kogoś, kogo uważała za najlepszego. Złośliwie i na przekór sobie usiłowała wymyślić cokolwiek co postawiłoby go niżej w hierarchii i nic. Cokolwiek by nie pomyślała o całej tej sprawie czuła się podle. Czuła się najzwyczajniej mówiąc jak „ta druga”. Tak właśnie było. I nic nie mogło zmienić jej świadomości. Czuła, że jutro czeka ją długi i męczący dzień… A wcale go nie czekała…

Popularne posty z tego bloga

"Wdzięczność jest najpiękniejszą formą szczęścia: należy zarówno do jego przyczyn jak i skutków."

Ostatni raz...

"It's just 10% luck..."