"I can be tough, I can be strong..."

Nie miała po raz kolejny siły tłumaczyć sobie, że tak miało być. Czekała i traciła nadzieję, że kiedyś nadejdzie dzień jakiego chciała. Niby był taki otwarty i chciał tego co ona. Ale czy aby na pewno? Miała wątpliwości. Z dnia na dzień coraz większe mimo, że nie do końca jasne. Sama nie wiedziała dlaczego przestaje wierzyć w ich szczęście. Tak wiele się zmieniło w ciągu tych dwóch lat. Gdzieś  zamazała się jej życiowa beztroska, którą tak hojnie obdarzał ją los. Nie czuła się z tym dobrze ale cóż mogła powiedzieć? Sama nie miała pojęcia co ją trapi. Nie miała siły o tym myśleć a już tym bardziej mówić. Nie wiedziała co mówić. Już kilka razy próbowała dać mu do zrozumienia oczywistymi i jasnymi zdaniami jaki ma pogląd na życie i pewne jego aspekty ale nic nie dała rady zrobić. Starała się odsuwać od siebie te myśli, ale ostatnie dwa dni dobiły ją totalnie. W dwa dni jej znajomym udało się zabić w niej to co tak skrupulatnie budowała. Była wściekła na siebie i na wszystkich dookoła. Miała ochotę wstać, spakować się i wyjść. Gdziekolwiek. Byle dalej od innych ludzi. Nienawidziła tego stanu ale nie umiała nic z tym zrobić. Chciała tylko świętego spokoju. Nie miała ochoty oglądać, sztucznie się uśmiechać i fałszywie cieszyć. Miała to w nosie, że pewnie uznają ją za wredną i bez serca. Chciała się odwrócić i udowodnić, że nic ją to nie obchodzi. Jedyny problem polegał na tym, że nie miała możliwości żeby olać wszystko dookoła. Czekało ją tyle obowiązków. Angażowała się w jego firmę praktycznie nic z tego nie mając. Rezygnowała z własnych marzeń żeby tylko był zadowolony. Nie chciała tego. W środku buntowała się przeciwko temu wszystkiemu ale nie umiała postawić się otwarcie. Wiedziała, że tchórzy i nienawidziła się za to. Pragnęła się realizować, być szczęśliwa. Nie mogła. Poświęcała cały swój czas i energię na coś co było dla niej kompletnie niepewne. Bała się, że lada dzień może zostać bez niczego. Żadnych perspektyw. W chwili obecnej miała ochotę otworzyć okno, usiąść, zapalić i zaciągnąć się głęboko. Chciała się odprężyć i uspokoić. Była nerwowa jak zwierzę. Krążyła po pokoju, nie mogła usiedzieć na miejscu. Nie mogła spać, mimo, że rano musiała wstać. Nic ją nie cieszyło. Chciała to wszystko wyjaśnić ale nie umiała i nie mogła. Męczyła się sama ze sobą. Nawet ukochana muzyka jej nie uspokoiła. Miała dość. Poszukała pociągów i zaczęła obmyślać plan. Głupi? Szalony? Może. Ale nie obchodziło ją to. Chciała się tylko wyrwać i zaszaleć. Zostawić problemy i przeżyć jedną szaloną dobę bez żadnych zobowiązań. Bardzo chciała coś ze sobą zrobić byle nie siedzieć w miejscu i nie zastanawiać się nad tym wszystkim co ją męczyło. "5 godzin drogi to nie jest dużo" pomyślała czytając rozkład jazdy. "A później się coś wymyśli." Taki trip mógł ją ożywić i pobudzić do działania. Musiała tylko dobrze to zaplanować żeby wszystko wypaliło. Czuła naglącą potrzebę ucieczki od tej cholernej rzeczywistości, która przytłaczała ją nadmiarem problemów i niedopowiedzeń. Musiała coś ze sobą zrobić i to właśnie była chwila, w której coś zaczęło w niej pękać. Znów czuła nieodpartą ochotę zrobienia czegoś co inni uznają za idiotyczne. Musiała tylko zebrać potrzebne dane i mogła ruszać. Wyjechać i przeżyć dobę według własnego uznania. Tego właśnie chciała...

Popularne posty z tego bloga

"Wdzięczność jest najpiękniejszą formą szczęścia: należy zarówno do jego przyczyn jak i skutków."

Ostatni raz...

"It's just 10% luck..."