"You said move on, Where do I go?..."
Ze łzami w oczach mówiła mu, że to dobra decyzja. Cierpiała
niewyobrażalnie. Czuła dominującą pustkę. Wiedziała, że to ostatnie
chwile gdy będzie mogła go widzieć w pracy. Odchodził. Spędziła tam z
nim tyle czasu. Nie potrafiła sobie wyobrazić jak to będzie bez niego. Z
trudem myślała o pustce jaka po nim zostanie. Wiedziała tylko, że jego
miejsce zajmie ktoś inny. Nie obchodziło jej kto. Nic jej nie
obchodziło. Była sama z tym bólem. Nie mogła mu się do tego przyznać.
Nie chciała żeby tam został i się męczył. Obydwoje mieli zamiar się
wynieść. Nie myślała jednak, że to przyjdzie tak szybko. Zapłakana
patrzyła w kalendarz i wiedziała doskonale, że został jej prawdopodobnie
jeden weekend. Bała się i nie wiedziała co będzie dalej. Próbowała
spychać tą myśl na najdalsze krańce świadomości ale dłużej nie umiała.
Smutek i żal zalały ją całkowicie. Już nie próbowała z tym walczyć.
Chciała tylko poczuć, że dobrze zrobiła. Przysięgła sobie, że nie okaże
mu co ją trapi. Musiała uczyć się żyć samodzielnie. Tak długo chowała w
podświadomości strach, że teraz była zupełnie bezradna. Chciała jego
szczęścia ale miała dziwne uczucie, że odchodzi i zostawia ją samą. Nie
broniła się przed łzami. Gdy skończyła z nim rozmawiać pozwoliła im
płynąć długo. Jednak mimo to wcale nie poczuła się lepiej...