"...przepraszam za smutek, dziękuję za miłość..."
Siedziała zapłakana na łóżku. Powiedział jej prawdę. Teraz
przynajmniej wiedziała, że ślub nie miał dla niego znaczenia. Sam
przyznał, że papierek nie jest dla niego istotny. Było jej tak cholernie
przykro, że nie mogła powstrzymać łez. Same kapały na klawiaturę.
Bezradnie trzymała laptopa na kolanach i desperacko szukała słów aby
wrazić swoje uczucia. Miała kompletną pustkę w głowie. Wyłączony telefon
leżał na skraju łóżka. Nie miała zamiaru go włączyć ani dziś ani nawet
jutro. Miała gdzieś to wszystko. Chciała tylko pozbyć się tego bólu i
ciężaru z serca. Była załamana. Nie potrafiła myśleć logicznie. Wstała i
cicho wyszła z pokoju. Po ciemku przeszła przez dom i wyszła na dwór.
Po drodze zabrała tylko kurtkę, papierosy i zapalniczkę. Okrążyła dom i przysiadła w ciszy na schodach tarasu. Zapaliła i zaciągnęła się
głęboko. Pomału się wyciszała. Była tak cholernie nieszczęśliwa, że nie
docierało do niej nawet to, że nie paliła od trzech miesięcy. Musiała
się jakoś uspokoić a to był najlepszy znany jej na to środek. Siedziała
na dworze w ciszy i ciemności pomału dochodząc do równowagi. Zaczynała
jasno myśleć. Teraz była już pewna, że nigdy, przenigdy więcej, nie
pomyśli o ślubie. Jeszcze godzinę temu mogła marzyć, mogła wierzyć i
śnić. A teraz odgrodziła to wysokim murem przez który nie miała zamiaru
się już przebijać. Nawet nie chciała. To i tak było bez sensu skoro dla
niego ślub i tak nie miał znaczenia. Zasłaniał się kwestią finansów i
zdaniem rodziców ale wydał się przez przypadek. Oznajmiła mu, że gotowa
była na cichy ślub cywilny a wtedy odparł jej, że dla niego nie jest
ważny jakiś świstek papieru, który spowoduje tylko to, że będzie nosiła
jego nazwisko. Szok ją sparaliżował. Siedziała totalnie otępiona nawet
nie słuchając dalszych jego słów. Te kilka dźwięczało jej w uszach
zagłuszając wszystko inne. W błękitnych oczach zalśniły łzy. Zduszonym
głosem przerwała jego wypowiedź i tylko cicho wyszeptała "to nie jest
dla Ciebie ważne? nie chcesz tego? powiem Ci tylko tyle: jest mi
przykro. Cholernie przykro." Nie powstrzymała łez a telefon wysunął jej
się z drżącej dłoni. Dzwonił znów. Nie miała zamiaru dłużej tego
słuchać. Nie zniosłaby tego kolejny raz. Odrzuciła połączenie. To i
kilka kolejnych również. Gdy nie dał za wygraną wyłączyła telefon i
rzuciła na skraj łóżka... Teraz siedząc w chłodzie nocy czuła jak jej
serce zalewa bezgraniczny smutek. To było trudne do zniesienia.
Dogasający papieros zadrżał w jej dłoni. Rzuciła go na ziemię i zdusiła
pod butem. Rozmyślała o całej tej sytuacji i zaczynała wyciągać logiczne
wnioski. Bronił się przed tym jak potrafił, bo i tak nie chciał z tym
wiązać nadziei. Teraz to rozumiała w pełni. Rękawem kurtki otarła z
policzka samotną łzę. Wstała i poszła w stronę domu. Była zła na siebie,
że okazała taką słabość. Byłą zła, że okazała łzy. Teraz wiedział jak
bardzo jej na tym zależało. Była szczerze rozczarowana takim obrotem
spraw i bała się jutra. "Konfrontacja nastąpi na pewno" pomyślała "ale
wtedy będę na to gotowa". Usiadła, położyła laptopa na kolanach i
zaczęła pisać. Musiała się gdzieś zwierzyć...