Patrząc w jedno miejsce nigdy daleko nie dojdziesz...

Drażniła się z nim ostatnich kilka razy. Wiedziała, że może przyjść chwila kiedy tego nie opanuje ale cóż mogła z tym zrobić? Taka już była Złośnica. Czuła prawdziwą pokusę. Wiedziała, że raz zaprószony ogień może zacząć żyć własnym życiem. Znała to od podszewki. Żyła takim życiem kiedyś na co dzień. Denerwował ją brak reakcji z jego strony. Dziś powiedział jedną rzecz która ją uraziła. Ale starała się przecież Go poznać. "A teraz pokaż mi niebo" tak sobie czasem myślała gdy stała i paliła. Niestety on zapatrzony był w inny punkt na horyzoncie. Była dla niego zbyt mała aby mógł ją dostrzec. Stała w cieniu. Usunęła się po tragicznych wydarzeniach z przeszłości które gnębiły jej duszę i paliły ogniem. Nie wychylała się już tak jak kiedyś. Dramatyczne chwile gdy trzymała w rękach noże i trwała zawieszona w przepaści do dziś nie dawały jej spać nocami. Chciała poznać go na wskroś i zbliżyć się na tyle na ile jej pozwoli. Ale jej własna podświadomość kazała jej się trzymać z dala. Nic nie wskazywało na taki obrót spraw. Miała zamęt w głowie. Sama nie znała dlaszego swojego ruchu. Robiła wszystko tak spontanicznie, że nie starała się myśleć nawet dwa kroki na przód. "Nie to co kiedyś" pomyślała w złości i rzuciła torbę na łóżko. Wściekłym ruchem odrzuciła kluczyki od auta na stół i ze łzami w oczach padła na łóżko. Jeszcze gdy tańczyła miała wyczulone zmysły i do perfekcji opanowała rządzenie swoim ciałem. Znała każdy swój mięsień na wskroś. Była przyzwyczajona do wysiłku i bólu. Trwała w pasji dopóki jej tego zabrakło. Teraz potrzebowała tej samej chirurgicznej precyzji żeby celnie uderzyć w dobre miejsce i jego i siebie aby było ok. To dawało jej sliły do pracy i tworzenia nowych kawałków swojego życia. Czuła w jego obecności coś niesamowitego co pozwalało jej żyć z pewnością siebie i radością. Od lat była skrytą i wyciszoną dziewczyną "Od czasu tragedii" utraty tańca i życia praktycznie. Chciała zostawić przeszłość daleko za sobą i wiedziała, że może ale tylko z ludźmi takimi jak on i jej ukochany przyszywany braciszek. Takie osoby dodawały jej siły i otuchy. Każdy jego uśmiech był dla niej pociechą i swoistą nagrodą za to, że się nie poddała. "Głupia!!" zbeształa się w myśli "On i tak o tym nie wie a nawet się nie domyśla" i to ją trochę bolało. Pomagał jej nic o tym nie wiedząc. Podniosła się z łóżka, otarła łzy i zasiadła do komputera. "Dla siebie, dla niego, dla brata, dla nich wszystkich" pomyślała i zalogowała się na bloga...

Popularne posty z tego bloga

"Wdzięczność jest najpiękniejszą formą szczęścia: należy zarówno do jego przyczyn jak i skutków."

Ostatni raz...

"It's just 10% luck..."