"...bo ja mam w sobie mordercę..."

"Żal mi Ciebie.." pomyślała patrząc z troską na Speedy'ego. Widziała co się dzieje i była skłonna szczerze mu to powiedzieć ale nie chciała bezczelnie wtrącać się w jego życie. Ufała swojej ocenie sytuacji a poza tym nikt w jego otoczeniu przecież nie był ślepy. Chyba tylko on jeden. "Tak się dać zmanipulować..." pokręciła głową z niedowierzaniem i rzuciła długopis na szafkę. Odwróciła się i odeszła, bo nie mogła się temu przyglądać. Serce jej pękało gdy widziała jego wzrok. Tak bardzo pragnął. "Przecież ten układ nie może trwać wiecznie" pomyślała z dziwną nadzieją. Śmiała się z tego tak samo jak inni ale w duszy czuła niewypowiedzianą udrękę. Pragnęła mu pokazać, że może być inaczej ale bała się wyciągnąć dłoń. Bała się facetów i ich niebezpiecznych zagrań. Trwała z milczeniu ponieważ strach przed prawdą ją paraliżował. Wiedziała doskonale komu to zawdzięcza i wściekłość ją ogarniała na myśl o tym. "Już dawno powinien tego żałować!" myślała z goryczą o swojej przeszłości. Taka zmieniona... Nie była sobą od kilku lat. Kiedyś jej wyjatkowy urok dawał o sobie znać przy każdym spojrzeniu-teraz spalona wewnętrznie trwała w ciągłym obezwładniającym strachu. Jeszcze gdy ostatnio zaczął jej wręcz grozić, że przyjedzie czy będzie tego chciała czy nie. Uciekała przed konfrontacją z nim mimo, że pieniądze na bilet prowadzący do przeszłości leżały ukryte na dnie szuflady już od roku. Chciała jechać i pokazać mu, że się nie boi ani jego ani tych gróźb. Przez tego drania straciła to co miała najcenniejsze. Gdyby się wtedy nie poddała teraz byłaby w stanie wyciągnąć Speedy'ego z otępienia w ciągu kilku dni. Sama zaproponowałaby mu jedyne słuszne rozwiązanie. Ale to już nie była ona... Wiele lat już minęło ale nadal nie potrafiła być taka jak kiedyś. Teraz idąc ulicą spuszczała wzrok. Kiedyś potrafiła być bardzo wyzywająca. Teraz pewność taka jak kiedyś przychodziła dopiero po dwóch kieliszkach. Nie piła, bo nie chciała się zatracać. Ale w tych rzadkich chwilach gdy spotykała się ze znajomymi jej kochany "brat" widział w niej dawną "wydrę" jak to określał. Znał ją przed i znał ją po. Widział przepaść która dzieliła ją od dawnego życia. Bolało go to ponieważ przywykł już do jej zaczepnego i wyzywającego stylu bycia. "Gdybym tylko chciała... Gdybym tylko dała radę..." myślała rozpaczliwie grzebiąc widelcem w makaronie. Wiedziała, że i tak nie da rady tego zrobić. Nie robiła tego od ponad 4 lat. W tych momentach zawsze zdawała się na łaskę losu. Swoją bezradnością i milczeniem raczej odpychała. Był jeden z którym jej się udało. Zdała się na niego mimo, że obydwoje byli szalenie nieśmiali. "I gdzie mnie to zaprowadziło?" pomyślała patrząc z czułością na srebrną obrączkę na palcu. Trwała i niezniszczalna-taka była. Była i wiedziała, że gdzieś w głębi siebie nadal jest swoją wierną figlarną i uroczą kopią. potrzebowała tylko odwagi. "A tego zabrakło..." pomyślała z goryczą zaciskając dłoń na brzegu blatu. Wiedziała, że gotowa jest zabić za swoją miłość. Poświęciłaby siebie i wszystko co posiadała dla ich szczęścia. "Nie zrobię mu tego. Nigdy." pomyślała twardo. Ale czuła w sercu żal. Żal, że nie może pomóc komuś kto tego potrzebuje. Wiedziała, że potrafi, ale znała wartość swojego szczęścia i zabójczą cenę jaką zapłaciłaby za ten wyskok. Jej partner i tak już dostatecznie się nacierpiał przez jej życie. "I nadal obydwoje płacimy tamtą cenę..." pomyślała z wściekłością i postanowiła, że już niedługo pojedzie  uregulować rachunki z przeszłością.

"...już nigdy nie ujrzysz mego uśmiechu..."

Popularne posty z tego bloga

"Wdzięczność jest najpiękniejszą formą szczęścia: należy zarówno do jego przyczyn jak i skutków."

Ostatni raz...

"It's just 10% luck..."