"...to jest ta chwila, gdy czuję się wolna..."

No i był Corner. Nawet dwa razy. Wreszcie zebrała się na odwagę. Wyznała mu wszystko co wiedzieć powinien. Była zszokowana jego dojrzałą i mądrą reakcją. Cieszyła się z tego bardziej niż był tego świadom. Gadali długo i naprawdę mieli o czym. Już wiedziała, że pójdzie z nimi na te urodziny do kumpla. Chciała zobaczyć jak to wszystko będzie...

Feralny piątek...

Od rana czekała aż stanie tam wśród nich. Ciszyła się jak dawniej na myśl, że znów stanie na parkiecie. Nie spodziewała się w najśmielszych snach, że wylądują w Colloquium. Ale widać tak miało być.Na miejscu nie była już taka pewna siebie. Otaczało ją ze 20 nowych osób i znów czuła zew. Ale miała przy boku tego jedynego i wiedziała, ze nie ulegnie. "Przecież i tak jest najwspanialszy" pomyślała wpatrując się z czułością w jego profil. Odwrócił się w jej stronę z uśmiechem. Jak zawsze nie widziała świata poza nim. Wtuliła się w jego ramię i spokojna o ich los wdychała jego charakterystyczny zapach. Oglądała też nowych jej ludzi. I wtedy się zaczęło. Jeden z nich poprosił ją do tańca patrząc pytająco na jej chłopaka. Skinął z uśmiechem głową. Poderwała się z sofy i już pierwszy taneczny krok uwolnił falę wspomnień. Nie były to same miłe wspomnienia. Czuła w sercu ostry ból i żal. Wiedziała dlaczego... Nadal po tylu latach czuła ból na myśl o tym jak rezygnowała z pasji. Postanowiła ten wieczór spędzić na parkiecie. Tak jak uwielbiała. Puściła instynkt przodem i rzuciła się z zapałem w wirujący, mieniący się feerią barw tłum. Znała doskonale swoje ciało. W ciągu tych paru lat utraciła część kociego wdzięku ale to nie przeszkadzało jej w wykonywaniu precyzyjnych ruchów. Rozumiała siebie idealnie. Każdy jej mięsień współgrał z resztą ciała. Każdy jej krok wyprzedzał myśl. Kochała taniec. Roztaczała wokół siebie swoisty czar gdy z półprzymkniętymi powiekami ruszała na parkiet. Miała Klasę. Niezaprzeczalnie. I tym razem nie było inaczej. Jej partner wpatrywał się z niedowierzaniem w to co wyczyniała ze swoim ciałem. Mimo braku treningu i tak zachowała swoje dawne talenty. Czuła muzykę i wibracje powietrza. Nie była zaskoczona tą miną. Znała siebie już za dobrze, by nie wiedzieć o takim efekcie. Zatańczyli jeszcze kilka kawałków i odprowadził ją do partnera. Usiadła przy nim z roziskrzonymi oczami ale nie trwało to długo. Zerwała się po chwili chwytając chłopaka za rękę pociągnęła go szczęśliwa na parkiet. Tańczyli długo całując się przy tym zadowoleni. Musiała odpocząć, bo było jej strasznie gorąco. Poszła na sofy i wypiła pół swojego piwa. Zaczęła rozmawiać z kumplem. Widziała co czuł i próbowała jakoś do niego dotrzeć, bo to była mimowolnie kiepska sprawa. Nie czuła się winna. Co to to nie. Przecież znał umowę. Nie mógł tak zwyczajnie jej łamać. I nie mógł zrobić tego przyjacielowi. Nie, jej też przecież nie. Starała się wyrwać go z tego stanu. Tańczyła z nim i starała się rozmawiać. Miała nadzieję, że mu przejdzie, bo jak wracali do domu to wyglądał jakby lepiej. Życzyła mu jak najlepiej. Niestety się pomyliła... A na domiar złego jeszcze jej się za "to" oberwało...

Popularne posty z tego bloga

"Wdzięczność jest najpiękniejszą formą szczęścia: należy zarówno do jego przyczyn jak i skutków."

Ostatni raz...

"It's just 10% luck..."