Ona zawsze wiedziała czego chce...
Kolejną noc spędzała w pracy. Czuła sztywność wszystkich mięśni.
Zostało jej jeszcze ledwie 1,5 godziny do zamknięcia. Była wyczerpana
ale kawa ją trzymała przy życiu. Wiedziała, że za te 1,5 godziny wtuli
się w miękką, szarą tapicerkę siedzenia pasażera i będzie bezpieczna.
Wiedziała, że jej kochany rano przyjedzie żeby odwieźć ją do domu. To ją
tak cieszyło. Wstała z krzesła i postanowiła zacząć sprzątać żeby choć
ciut rozprostować nogi i zbolałe mięśnie. W trakcie całej krzątaniny
przy porządkach nie zauważyła jak szybko zleciał jej ten czas nudnego
oczekiwania. Myła podłogę i już ledwie trzymała się na nogach gdy
poczuła lekkie szturchnięcie w bok. Odwróciła się i jej twarz
rozpromienił szalony uśmiech. "Przyjechał!" pomyślała i padła mu w
ramiona. Tuliła się chwilę i czuła jak bardzo jej tego brakowało. Cóż z
tego, że właśnie była 4.30 rano w niedzielę a widzieli się zaledwie w
piątek? Czuła, że tego właśnie było jej potrzeba. Dokończyła sprzątanie i
zamknęła. Skoczyła jeszcze szybko na dół pożegnać się z resztą ekipy i
wyszła na dwór. W rozproszonym świetle latarni zobaczyła tego pięknego,
czarnego mercedesa, którego tak szybko polubiła. Wsiadła i poczuła
znajomy zapach kurzu i perfum. Teraz wiedziała jedno-że musi zrobić
wszystko żeby nie zasnąć. Chciała się nacieszyć tymi krótkimi chwilami,
które kradli życiu przed świtem. Miała go tak blisko i czuła jak jej
zmęczone serce wypełnia uczucie bezgranicznego szczęścia. Niewielu ludzi
tak na nią działało. "Niewielu?" zamyśliła się i doszła do wniosku, że
nikt tak na nią nie działał. Czuła taką delikatną ufność. Uczucie było
lekkie i słodkie. Wstawał świt. Tylko raz miała okazję obudzić się przy
nim o poranku i pewnie nigdy nie zapomni tamtej nocy. Było... Tak jak
obiecał. Rozmarzyła się i czuła jak lekki sen otacza jej zmysły.
Wiedziała, że nie może mu się poddać póki nie wyląduje we własnym łóżku.
Otrząsnęła się i zaczęła opowiadać jak było w pracy. Jak zawsze słuchał
z tym swoim lekkim uśmiechem na ustach. Uwielbiała ten uśmiech. Tak
wiele wyrażał. Lubiła mu się przyglądać gdy prowadził. Czuła bijącą od
niego pewność siebie i odwagę. Wiedziała, że nie zawahałby się stanąć w
jej obronie. Zawsze uznawał to za swój cel nadrzędny. Ile razy jej to
powtarzał... Wolałby zginąć w jej obronie niż wyrzucać sobie, że zrobił
za mało żeby ją chronić. Imponowało jej to. W głębi duszy czuła to samo.
Wiedziała, że gdyby kiedykolwiek musiała go bronić zrobiłaby to bez
chwili zawahania. Nie czuła tego jako ciężar odpowiedzialności za kogoś
ale jako zaszczyt, że mogła coś takiego czuć. Nagle przyszedł jej do
głowy kawałek tej piosenki, której niedawno tak często słuchała.
"...wyjęła nagle kilkanaście tabletek [...] zrobiła to by być z
ukochanym..." pomyślała chwilę... "Zrobiłabym to samo." pomyślała i
wyszeptała "Kocham Cię" patrząc w jego spokojne i łagodne oczy. Dotknął
jej policzka. "Ja ciebie też" powiedział i pocałował ją lekko. Musiała
już iść domu. Była zmęczona i wstawał świt. Wiedziała, że gdy słońce
będzie zbyt wysoko będzie miała problem z zaśnięciem. "Muszę iść"
powiedziała i wtuliła się w jego ramię. Pocałował ją w czoło i lekko
klepnął w udo. "Mycha zobaczymy się po południu" powiedział. Wiedziała
to i napawało ją to tą lekką i słodką radością. Usmiechnęła się i
wysiadła z samochodu. Pomachała mu gdy odjeżdżał. Chłodne powietrze
poranka owionęło jej nagie ramiona. Owineła się bluzą i poszła w
kierunku domu wyciągając klucze z torby. Rozmyślala już tylko o łóżku.
Wiedziała, że zobaczy go dziś ponownie. Gdy już zapadała w sen
uśmiechnęła się na myśl, że gdy się obudzi znów zobaczy ten jego
powalający uśmiech...