Obiecaj mi...
Weszła na gadu i wiedziała co tam zastanie. Miała nadzieję, że
zastanie również jego i raz na zawsze wyjaśni tą kwestię. Ale jednak go
nie zastała. Nie uraziło jej to. Każdy z nich miał własne życie.
Przecież nic sobie nie obiecywali. Otwarła okienko rozmowy i zawiesiła
dłonie nad klawiaturą. Chwilę siedziała bez ruchu po czym wystukała
tylko kilka słów i je zamknęła. Nie zamierzała mu wyliczać tych dni i
głupich słów na gadu. Nie miałaby z tego takiej satysfakcji. Zdusiła w
sobie to wściekłe pragnienie zemsty. Była złośliwa i doskonale o tym
wiedziała. Zeszła na oddalony i zatopiła się w internecie. Czytała kilka
ciekawych artykułów psychologicznych i przeglądała allegro w
poszukiwaniu wymarzonego kolczyka. Nagle wpadł jej do głowy głupi a
jednocześnie dość sensowny pomysł. Zamyśliła się i odrzuciła go po
chwili. Jednak krążył w jej umyśle niczym leniwy kot i cały czas
pojawiał się na horyzoncie. Wreszcie zrezygnowana poddała się
ciekawości. Weszła na NK. Odszukała w swoich znajomych dziewczynę, z
którą nie gadała od przeszło trzech miesięcy. Chwilę się wahała. Ale
wreszcie kliknęła w ikonkę wiadomości. Napisała jej kilka słów i krótkie
pytanie "dlaczego?" i szybko wysłała wiadomość żeby się przypadkiem nie
rozmyślić. Nie liczyła na odpowiedź. Co to to nie. Była więcej niż
pewna, że cisnęła tą wiadomość w przysłowiowy eter ale jak zawsze
powtarzała bez ryzyka nie ma zabawy. Zamknęła NK i wróciła do
wiadomości. Jednak jej uwaga ciągle była gdzieś rozproszona. Wiedziała
czemu nie może się skupić. Cały czas myślała o jutrzejszym dniu.
Wreszcie zrezygnowana oparła głowę na dłoniach i oddała się wszystkim
myślom. Dopuściła do siebie wszystkie tłumione emocje. Wzbraniała się
przed tym od jakichś dwóch tygodni. Czuła wzbierający żal, gniew, strach
i nadzieję. żal, że nie dał rady za pierwszym razem. Gniew, że nie
umiała mu nijak pomóc. Strach, że coś pójdzie nie tak. I nadzieję... Tę
wielką nadzieję, że wszystko ułoży się tak jak trzeba. Od wielu dni
zamiast spać modliła się godzinami w nocy. Wylała tyle łez w żarliwym
błaganiu. Opierała się na wielkiej ufności w ingerencję zewnętrzną.
Wierzyła, że może sama ukierunkować los. Wiedziała jedno: że jutro rano
musi być przy nim i musi dać mu ten malutki krzyżyk, który jej uratował
życie. Tak bardzo wierzyła w jego siłę. Siedząc zatopiona w myślach
uzmysłowiła sobie, że powtarza ciche słowa modlitwy. Od wielu dni robiła
to zupełnie bezwiednie. Często osiągała ten stan letargu i zapomnienia.
Wtedy starała się o niczym nie myśleć. Od czasu gdy zaczęła ćwiczyć tę
umiejętność opuszczania własnej świadomości mogła bez większego trudu i
skupienia przywołać podobny stan. Tym razem też w niego wpadła i jak wielokrotnie powtarzała te same słowa: "Obiecaj mi, że mu pomożesz." Od
tygodni a nawet miesięcy to była jej swoista mantra. Jutro miała się przekonać czy słowa dotarły tam gdzie miały. Wierzyła, że jak woda rzeźbi
kamień tak i ona wielokrotnym powtarzaniem tej prośby może wykuć los.
Już dawno przekonała się o słuszności powiedzenia, że im dalej w las tym
większe pokrzywy. Tym razem nie było inaczej. Im dalej w to wszystko
brnęła tym trudniej było jej unikać zranień. Była silna i twarda ale
wiedziała, że gdy się podda to zwariuje. Zawsze powtarzała każdemu "nie
daj się zwariować". Teraz odniosła to do siebie. Nadszedł ten dzień,
kiedy wreszcie kropla przepełniła czarę. Pozwoliła się zalać tym myślom.
Tym dokuczliwym wspomnieniom i wyrzutom sumienia, które do dziś
nosiła. Wiedziała, że to i tak już dawno nie ma znaczenia ale ciągle nie
umiała sobie wybaczyć tamtego zachowania. Była taka egoistyczna. Gdy
sobie to uprzytomniła zrobiła jej się strasznie nieprzyjemnie. Poczuła
jak bardzo jej to ciąży. Źle jej było z takim faktem. Nie mogła się z
tym uporać. Jej oczy wypełniły się łzami. Ostatni raz cicho wyszeptała "Obiecaj mi..." i zapłakała gorzko nad swoim życiem...