My liTTle heaVen:) pierwszy krok od czterech lat...

„...to uczucie było zawsze silniejsze od śmierci nikt nie rozerwie tej więzi..."

Wypadki się zdarzają, ale nie każdemu takie same. Wracam do źródła. Wracam do Verby :) zawsze ich kochałam i nigdy nie byli mi obojętni. Odrodzenie niczym feniks z popiołów...

...stała z cichymi słowami na ustach i delikatnymi łzami w oczach. Nuciła cicho jedną z najpiękniejszych piosenek. Najpiękniejszych a mimo to przeszywających jej serce na wskroś. Nigdy nie umiała tego powstrzymać. Odwróciła się powoli przy ostatnich nutach rozbrzmiewających w pustej kuchni. Nie mogła tak dłużej. Znów słyszała w sobie to, co dawało jej zawsze tyle radości. Nie umiała się powstrzymać. Znalazła tę starą piosenkę sprzed lat i usiadła. Wsłuchując się jej rytm pomału odżywały w niej dawno zatarte wspomnienia. Gdy przebrzmiała ostatnia nuta otwarła oczy. Wiedziała, że teraz już to zrobi, że wróci. Włączyła ją jeszcze raz ustawiając się w jednym miejscu. Zamknęła oczy i zaczęła tańczyć. Pamiętała każdy krok, choć nie robiła tego od lat. Wiedziała, że jej ruchy są mniej zgrabne i precyzyjne niż kiedyś. „Kiedy to było?" pomyślała z roziskrzonymi oczami gdy skończyła. Cztery, będzie cztery lata, gdy nie stawiała tych pamiętnych kroków. Od jak dawna wzbraniała się przed tańcem? Próbowała od lat zabić w sobie tę miłość, choć wiedziała, że mogła z powodzeniem robić na tym karierę. Dlaczego nie chciała? Bo obawiała się, że kiedyś coś się stanie i życie odbierze jej tą pasję. Gdy parę lat temu usłyszała na siebie wyrok z ust lekarza była zdruzgotana. To wtedy zamknęła sobie drzwi do jedynej pasji. Wiedziała, że wtedy byłoby łatwiej jej żyć...
...był piękny letni dzień gdy usłyszała, że jeśli nie zacznie oszczędzać kolan to za parę lat nie będzie chodzić... Płakała długo i boleśnie. Wiedziała, że oto musi odrzucić pasję na rzecz zdrowia. Lekarz potwierdzał...
W czerwcu zbieg niemal tragicznych okoliczności pozwolił na odzyskanie zdrowia. Po niefortunnym wypadku dostała zastrzyki. Bolało, nie mogła chodzić. Bała się, że nie pomoże. Ale dzielnie ćwiczyła z tą iskrą nadziei w sercu. Czuła poprawę. Pomogło jej to. Już wiedziała, co musi dalej zrobić. Wracała małymi krokami do zdrowia. Wiedziała od wszystkich, że powrót do całkowitej sprawności będzie trwał miesiącami a nawet latami. Długie dwa miesiące nie mogła się zdecydować czy postawić ten pierwszy krok na zakazanym gruncie. Wiedziała, że jak go zrobi to reszta będzie tylko lawiną wydarzeń. Ale dziś, gdy znów zanuciła tę dawną piosenkę wiedziała już, że zrobi ten krok. Wiedziała to i czuła całym ciałem. Nadal szybko się męczyła, bo nie była przyzwyczajona do takiego wysiłku jak kiedyś. Ale ten jeden taniec dał jej tyle radości. Chciała to robić w życiu choćby dla samej siebie. Zastępowało jej to wszystko inne. Roześmiała się głośno przypominając sobie słowa przyjaciela... „Ty niesamowicie kusisz na biodra" to właśnie jej wtedy powiedział, gdy zobaczył, z jaką pasją tańczyła. Czuła, że wróciła na dawny grunt. Nadal miała tą szaleńczą radość w sercu, gdy wykonywała kroki. Nadal wyprzedzała każdy ruch myślą. Pozostało jej to dawne skupienie, choć w ciągu tylu lat straciła płynność i precyzję ruchu. Była pewna, że niedługo odzyska swoje największe walory. Wystarczyło ćwiczyć jak dawniej. Uparcie póki nie padła...

Popularne posty z tego bloga

"Wdzięczność jest najpiękniejszą formą szczęścia: należy zarówno do jego przyczyn jak i skutków."

Ostatni raz...

"It's just 10% luck..."