Bo czasem... cz. 6
Dziewczyna obudziła się o szóstej. Zasnęła późno, bo rozmyślała o
dzisiejszym dniu. Do 14 pozostało jej bardzo dużo czasu. Nie wstała.
Leżała obserwując kurz wirujący w smudze światła. Było daleko po świcie.
Sobota. Dzień tego magicznego spotkania. "Może dziś dowiem się kim
jesteś" pomyślała Amy. Przewróciła się na bok i sięgnęła po komórkę.
"Wiadomość? O tej porze?" To był SMS od Milki. Nie mogła dziś iść do
parku, bo miała urodziny babci i mama zagroziła jej, że jeśli nie
pojedzie to dostanie szlaban. Amy błyskawicznie oprzytomniała i
zastanawiała się co zrobić. Nie chciała tam iść sama. Pomyślała o Angel.
"Nie. Musiałabym jej to jakoś wyjaśnić." Postanowiła, że nie pójdzie
tam sama, a teraz musiała. Nie wiedziała co zrobić. Napisała do Milki,
że rozumie, ale sama tam nie chce iść. Zdziwiła się gdy przyjaciółka
odpisała jej tylko jedno słowo "Musisz". Zrozumiała, że nie może
wystawić chłopaka, bo jak to będzie wyglądało. Napisała mu przecież, że
się zjawi. Nie mogła pojąć tego, że Milka wcześniej nie powiedziała jej o
urodzinach. "Dam radę." pomyślała i podniosła się z łóżka.
Całe przedpołudnie sprzątała. Rodzice poszli do pracy więc była sama. Jak zawsze w takich chwilach słuchała muzyki i robiła coś przydatnego. Wreszcie o 13 napisała kartkę do mamy, że wyszła do parku. Nie napisała po co, bo nie chciała martwić mamy. A właściwie co miała jej napisać? Że spotyka się z kimś kogo nawet nie zna? Nie mogła. Ubrała swoje ukochane "szczęśliwe spodnie", szarą koszulkę i czarne adidasy. było ciepło więc nie zabierała kurtki. Włożyła jeszcze telefon do kieszeni. Zamknęła drzwi i wyszła. Zastanawiała się czy nie wrócić do domu. Ale było już postanowione. Nie mogła zawrócić nie wiedząc kto tak naprawdę do niej pisze.
Rozmyślając doszła do bramy parku. Weszła i doszła do fontanny. Usiadła na ławce i nuciła swoją ulubioną melodię. Na końcu alejki pojawiła się grupka chłopaków. szli w jej stronę i o czymś rozmawiali. Dziewczyna siedziała spięta na ławce i czekała...
CDN...
Całe przedpołudnie sprzątała. Rodzice poszli do pracy więc była sama. Jak zawsze w takich chwilach słuchała muzyki i robiła coś przydatnego. Wreszcie o 13 napisała kartkę do mamy, że wyszła do parku. Nie napisała po co, bo nie chciała martwić mamy. A właściwie co miała jej napisać? Że spotyka się z kimś kogo nawet nie zna? Nie mogła. Ubrała swoje ukochane "szczęśliwe spodnie", szarą koszulkę i czarne adidasy. było ciepło więc nie zabierała kurtki. Włożyła jeszcze telefon do kieszeni. Zamknęła drzwi i wyszła. Zastanawiała się czy nie wrócić do domu. Ale było już postanowione. Nie mogła zawrócić nie wiedząc kto tak naprawdę do niej pisze.
Rozmyślając doszła do bramy parku. Weszła i doszła do fontanny. Usiadła na ławce i nuciła swoją ulubioną melodię. Na końcu alejki pojawiła się grupka chłopaków. szli w jej stronę i o czymś rozmawiali. Dziewczyna siedziała spięta na ławce i czekała...
CDN...